W teorii zarządzanie projektami PR wygląda czysto – masz strategię, KPI i harmonogram. W praktyce masz dwadzieścia priorytetów, z których każdy jest „kluczowy”, bo pochodzi od któregoś z dyrektorów, albo kogoś z zarządu.
Kłopotliwy braku decyzji
Aby wybrnąć z tego impasu, proponuję odkurzyć stare narzędzie, o którym PR-owcy rzadko pamiętają – macierz BCG. Dzięki niej łatwiej przestać się oszukiwać, że wiemy, co robimy, gdy w rzeczywistości tylko biegamy od pożaru do pożaru.
Jeśli zamienisz oryginalny „udział w rynku” na siłę Twojego głosu, a „wzrost rynku” na dynamikę tematu, zobaczysz swój PR w czterech brutalnie szczerych kwadratach.

Macierz odbiera wymówki
Największe nieporozumienie polega na tym, że ludzie szukają w tym narzędziu recepty. A macierz BCG to nie recepta. To narzędzie konfrontacyjne.
Wynik analizy nie mówi Ci wprost, co masz zrobić. On pokazuje, że nie możesz robić wszystkiego naraz. Rozmowa o projektach przestaje być wtedy licytacją na kreatywne pomysły, a zaczyna być rozmową o twardych wyborach.
Oczywiście, rzeczywistość jest brudna. Reputacja nie jest liniowa, jeden kryzys wywraca stolik, a relacje z dziennikarzami to waluta, której nie widać w tabelkach. Ale to tylko wygodna wymówka, żeby dalej dryfować.
Na koniec ważny powód, dla którego warto wdrożyć to narzędzie w swojej pracy, szczególnie w większej firmie lub agencji. Nie zarządzasz projektami PR. Zarządzasz ograniczoną uwagą odbiorcy i jeszcze bardziej ograniczoną zdolnością Twojej organizacji do skupienia się na czymś dłużej niż jeden kwartał.
Problem w Twoim PR-ze to zazwyczaj nie brak świetnej strategii. To brak odwagi, żeby wreszcie odprawić niektóre „psy” i nakarmić „gwiazdy”. Reszta to tylko wypełnianie czasu do następnego raportu.